Co to jest eliksir szczęścia?
Niektórzy myślą, że pewne ilości alkoholu… Niektórzy znają pottera i pamiętają felix felicis, eliksir obecny zarówno w książce, jak w filmie… Swoją drogą, najlepsza scena w "księciu pół krwi", serio. Wiele scen w tym filmie było kompletnie bez sensu, ale tej bym nie oddała!
Nie wiem, czy dla mnie takim eliksirem jest herbata, czy nasza czekolada z automatu, czy może jeszcze cośinnego, w każdym razie uznałam w niedzielę, że nie przypadkowo miałam farta, w końcu feliksa było.
Trzeba jednak przyznać, że życie zaczęło mi się zmieniać jeszcze przed tą niedzielą. W czwartek ogarnęłam ostatnie dni praktyk, odwiedzając przy okazji trochę osób w Laskach, potem spotkałam się ze znajomymi, tak się do piątku spotykałam… W ogóle pytanie, kto wie, że w pizza hut są makarony? I drugie pytanie, kto wie, że tam są drinki? Moja przyjaciółka nie wiedziała ani o tym, ani o tym. No jak to? Przecież to najlepsze! Klaudi, następnym razem wybieramy się właśnie tam! Mati, i na Nowy Świat też.
No i wracając z tej prywaty, to w piątek wróciłam do domu. A nie, czekaj, zaraz. W sumie, to nie. W naszym mieszkaniu już prawie nic nie było, my z siostrą spałyśmy u babci, rodzice jeszcze przez chwilę tam, ale tak generalnie ,to mieszkanie już prawie nie było nasze. Od poniedziałku natomiast nie jest nasze już zupełnie oficjalnie. Pierwszy raz w życiu byłam w sytuacji, w której w sumie, przez jakiś czas, ale jednak, nie miałam gdzie wrócić, NIE byłam u siebie. Wykończenie w nowym domu teraz ma się całkiem dobrze, ale pełną parą ruszyło niedawno. Z tego powodu w Krakowie oficjalnie zostaję do 18 czerwca, bo uznałam, że jak mam być na plecakach i tu, i tu, to nie odczuwam takiej potrzeby i zostaję. Rodzice zgodzili się z logiką tego rozumowania i w niedzielę wybrałam się do Krakowa.
No i właśnie, szczęście! Już na dworcu znalazła się jakaś dobra dusza, która wskazała mi przystanek autobusowy, co znacznie przyspiesza proces. Dalej, autobus gadał. To NIE jest takie oczywiste! Wiecie, jak to jest z tymi autobusami, chce to gada, nie chce, to nie, jeszcze bardziej nie chce, to powie cośinnego, niż jest prawdą… To sobie trzeba uważać. Tym razem gadał, wyraźnie i prawdę. Droga z autobusu też nie przyniosła niemiłych niespodzianek, typu hulajnogi na środku, rowery wszędzie ińdziej… W Żabce mieli to, co chciałam, no generalnie wszystko tak, jak potrzebuję. Czad.
Ciekawostka, przez pierwsze dwa dni szkoły na lekcjach byłam sama. Na percepcji i akustyce to się nawet przydaje, zwłaszcza, jak się jakieś tam godziny opuściło. Już wiem, jak należy mikrofonować bębny. Przynajmniej teoretycznie. A na akustyce było o konsolach mikserskich. Wiecie, konsoleta, mikser, stół, centrum sterowania kosmosem… to takie z suwaczkami, gałkami i światełkami, którego dźwiękowcy nie pozwalają dotykać, bo: na pewno mi tu cośruszysz, jak ruszysz to zamorrrrduję! W tym miejscu pochwała dla naszego mistrza, wychowawcy, niepokonany człowiek niezwykle spokojny, który w ramach nauki cały live mi nad tym mikserem odegrał. 😉 Na końcu lekcji oboje byliśmy na etapie: sprzęt, sprzęt, więcej sprzętu!
Wiecie, jaką postać z bajki najbardziej lubią dźwiękowcy? Myszkę Mackie. Ha… ha… ha… To jest ta scena, w której można się śmiać.
W środę dołączył do mnie kolega Mateusz i mieliśmy realizację. Ja już wspominałam, że na realizacji uczymy się, do czego się nadajemy, do czego nie, jakie umiejętności się przydają, a jakie przekonania są całkowicie błędne, bez sensu i generalnie, to możemy je sobie… W każdym razie w tym tygodniu było zadanie, zawierające wszystko: dopasowywanie barw do midi, zgrywanie podkładu w odpowiednich parametrach, nagrywanie wokalu, wstępny miks…
– Proszę pana, moment, ja myślę! –
– Aaaa, to widzę, że nowatorskie metody wprowadzamy. –
Nowatorskie metody wprowadzałam podczas ustawiania mikrofonu i łączenia go z komputerem. Przy okazji, czy już naprawiono ten komputer, którego NIE zepsułam? Miałam się chwalić w internecie, to się chwalę, wysyłka mi nie działała i to NIE była moja wina! Marzena, odpowiadam, NIE, nie zapomniałam ani o monitorze, ani o uzbrajaniu ścieżki! Choć faktycznie, na środowej realizacji należy się chyba uzbroić. W cierpliwość na przykład. I koncentrację.
OK, zejdźmy z tej realizacji, długi weekend jest! Idziemy do domu! O właśnie, przy okazji, nowa piosenka Johna Mayera. Polecam.
Co do długiego weekendu, miałam jechać do Wrocławia. Niestety, dobry człowiek, który mnie tam zapraszał, rozchorował się. Więc teraz proszę bardzo, wszyscy w komentarzach życzą mu szybkiego powrotu do zdrowia! I ja również życzę, zdrowiej, Denis, nadrobimy.
Zdrowia, tak już przy tym będąc, możecie też życzyć koledze Piotrowi, który wspaniałomyślnie uznał, że nie robi mu różnicy, czy zostanę u niego ze środy na czwartek, czy do niedzieli. Fajnie, nie ma to, jak się komuś z dnia na dzień wpraszać na prawie tydzień do domu. Miło tak. Kulturalnie.
Melduję posłusznie, że jem, piję, śpię… Jak tu ostatnio byłam, to byłam przed egzaminami i żyłam na dwóch kanapkach i czterech godzinach snu dziennie, oczywiście nie z winy Piotra, tylko mojej. Więc Piotr może mnie pochwalić teraz, zjadam obiady, odpowiadam na pytania, rozumiem, co się do mnie mówi. Generalnie jest nieźle, zachowuję się normalnie. Jak na mnie. I jak na realizatora, bo wspólnie uznaliśmy, że my to jednak jesteśmy dziwny gatunek ludzki. Ale nie zabierajmy wszystkich zasług, uważam, że szkoła organistów pokonuje nas w ilości momentów, w których, kolokwialnie mówiąc, wchodzi na mózg. Ile razy Piotr umie wpleść w zwykłą rozmowę fragment pieśni, nie zliczę, możemy to chyba już zamienić w towarzyską grę. Takie gry przeplatają się u nas z dyskusjami o sprzęcie, mikrofonach i tym, co się nimi da nagrać, klawiaturach bezprzewodowych… Widziałam najpiękniejszą klawiaturę bezprzewodową na świecie! Taką malutką, wygląda, jak pad gamingowy, no nie większa!
– Piotrek, daj mi to przetestować, niech ja sobie coś na tym napiszę! –
– Świetnie, pracę magisterską mi napiszesz. –
Werka, weź tu przyjedź.
Przy okazji tematów muzycznych, nie ma to, jak pogadać o produkcji z kimś, kto też to robi i też to kocha tak, jak ja. Pozdrawiam Kubę, bardzo fajne piątkowe spotkanie, które trzeba kiedyś powtórzyć, w celu obejrzenia tych avengersów. Zapraszam, wspieramy i subskrybujemy kanał kolegi. Na przykład ten.
https://www.youtube.com/channel/UCVpHMsziHpL8R8zmCRCHZ4Q
Albo ten.
https://www.youtube.com/channel/UCShf3wt9TbOZq27ICjuAvpQ
Jak już jesteśmy przy rapie, beatach i innych takich, nadal się bawię w konkursy na różnych stronach. Trochę sampli, jeden, niezwykle wnerwiający loop i wychodzi coś takiego.
https://metapop.com/maybeat/tracks/maybeat-sounds-catalogue/189120
Nie tylko muzyką człowiek żyję, niedługo będę grać w rpg. Jest mistrz gry, opowiada, co się dzieje, ja mu opowiadam, co chcę z tym zrobić… jak w życiu. Czyli wiecie, siedzę przy kabelkach, chcę oglądać avengersów, a w wolnym czasie gram w RPG. Właśnie oficjalnie przyznałam się, że jestem nerdem. :d
Ale wiecie, chyba wolę to, od bezcelowych dyskusji o czarnobiałym świecie, który nieistnieje, albo innych bezsensownych, a uchodzących za bardziej poważne, zajęć.
To ja wracam do swoich zajęć, może się pouczę… A może pooglądam youtube, żeby się jednak uśmiechnąć na przykład.
W przyszłym tygodniu może pojawić się coś audio, chcecie?
No dobra, trochę wątków poruszyłam, zobaczymy, jaki będzie popularny w komentarzach. :d Podsumowując, jeszcze niedawno w naszym domu nie było podłogi, a i poza domem nie bardzo wiedziałam, na czym stoję. Teraz możliwe, że powoli będzie lepiej. Kończę wpis i wam pozostawiam resztę. Wszystkiego dobrego na dzień dziecka i inne okazje.
Pozdrawiam ja – Majka
PS Sheeran wraca na rynek. Będzie album, tylko nie wiem, kiedy. Ale ładny koncert w radiu miał. I tym razem bierze w trasę zespół. Oczywiście utwory z looperem nadal będą, ale już nie wszystkie.
6 odpowiedzi na “Argumenty na to, że jestem nerdem. A także o tym, jak się ludziom wpraszałam do domu i Krakowa”
Biedny, mały samotny Denisek. 🙁
@Jamajka, umilałaś mi jedzenie obiadu ostatnio. 😀 Aż się zastanawiałam czy do Ciebie nie podbić i się nie przywitać, ale doszłam do wniosku że skoro z kimś konwersujesz, to może nie będę Wam przeszkadzała. 🙂
Argumenty na to, jak się ludziom wpraszałam do domu i Krakowa.
Taak, Maju, tak. To jest mój Kraków. xD
A co do żywienia, faktycznie dialog w tym temacie był łatwiejszy i co najważniejsze, nie kończyło się na nim. 🙂
A jak nie Twój, Piotrze, to niby czyj? :O
Ze mna też się wtedy spotkałaś. Chyba, że ja daty pomyliłam. 🙂
Zgadza się, ale post powstał dzień przed tym przyjemnym wydarzeniem.