Kategorie
twórczość

dalsze losy bilba bagginsa

Witajcie! Elanor mi przypomniała, dzięki ci! Że miałam kiedyś napisać opowiadanie o tym tytule. Ja bardzo przepraszam wszystkich fanów serii, ja wiem, to nie jest wybitne. Ale jak chcecie, to zobaczcie, co wydumałam w tej trzeciej gimnazjum, po lekturze „hobbita”.

Maja Sobiech
Dalsze losy Bilba Bagginsa
Dochodziła siódma wieczorem, gdy z domu hobbita wychodził czarodziej Gandalf z krasnoludem Balinem. Wiele godzin spędzili na rozmowie o starych czasach, o swoich podróżach i przygodach. W końcu jednak nadszedł czas pożegnania i Bilbo odprowadził swoich gości do drzwi.

Witajcie! Elanor mi przypomniała, dzięki ci! Że miałam kiedyś napisać opowiadanie o tym tytule. Ja bardzo przepraszam wszystkich fanów serii, ja wiem, to nie jest wybitne. Ale jak chcecie, to zobaczcie, co wydumałam w tej trzeciej gimnazjum, po lekturze "hobbita".

Maja Sobiech
Dalsze losy Bilba Bagginsa
Dochodziła siódma wieczorem, gdy z domu hobbita wychodził czarodziej Gandalf z krasnoludem Balinem. Wiele godzin spędzili na rozmowie o starych czasach, o swoich podróżach i przygodach. W końcu jednak nadszedł czas pożegnania i Bilbo odprowadził swoich gości do drzwi.
– Musicie kiedyś wybrać się tu – do mnie – wszyscy. – zwrócił się do Balina.
– Bardzo chętnie. – Roześmiał się krasnolud. – Nie wiem jednak, czy będzie to możliwe. Mamy bardzo dużo pracy. Ale będę pamiętał o twoim zaproszeniu i zjawimy się, gdy czas pozwoli. –
Gdy wszyscy trzej wyszli przed dom hobbita, Bilbo zdziwił się. Przed domem stał bardzo strudzony, wyglądający, jakby przebył długą drogę, człowiek. Pomijając to, że Bilbo nie spodziewał się dzisiaj już żadnych gości, rzadko widywało się tu ludzi. Gandalf jednak uśmiechnął się na widok przybysza.
– Już jesteś! – zawołał.
– Jestem, jestem. Witam was serdecznie. Pan, to pewnie Pan Baggins, czy tak? – Nieznajomy podał rękę Hobbitowi, który grzecznie się skłonił.
– Tak jest, do usług. –
– I wzajemnie. – odpowiedział człowiek, zgodnie ze zwyczajem.
– To jest mój bardzo dobry przyjaciel. – Wyjaśnił Gandalf i dodał: – Czy mógłbym cię prosić, drogi Bilbo, abyś użyczył mu gościny? Przebył długą drogę, by tu dotrzeć, a dziś nie mogę zabrać go ze sobą. – Hobbit był zdziwiony, ale patrząc na tego człowieka widziało się, że jest uczciwy i mądry. Poza tym, czy ktoś innego usposobienia mógłby się przyjaźnić z Gandalfem?
– Oczywiście, że mógłbym. Zapraszam pana do siebie. Zrobię herbaty, a może jest pan głodny? –
– Prawdę mówiąc, owszem, dziękuję bardzo. – Uśmiechnął się mężczyzna.
– My już musimy ruszać. – oznajmił Gandalf, podając rękę Hobbitowi. Balin również się pożegnał i obaj odeszli, obiecując następne odwiedziny. Bilbo natomiast zaprosił do środka nieznajomego człowieka i zaprowadził go do salonu.
– Zaraz podam herbatę. A tak właściwie, proszę wybaczyć moją ciekawość, ale czy mógłbym wiedzieć, co pan porabia w tych stronach? Nieczęsto widzi się tu… – Bilbo urwał.
– Człowieka? Wiem! – Przybysz roześmiał się serdecznie. – Chciałem zobaczyć się z Gandalfem. Poza tym… chciałbym opowiedzieć o tym miejscu w krainie, z której pochodzę. – Nie wyjaśniając nic więcej zasiadł przy stole, a chwilę później pochwalił smak herbaty, zrobionej przez pana Bagginsa.
– A jak pan do mnie trafił? – zagadnął Bilbo. – Czyżby Gandalf znów zostawił znak na moich, świeżo odmalowanych, drzwiach? Ma to w zwyczaju. – Lecz człowiek pokręcił głową.
– Nie. Opisał mi jednak, jak tu trafić. A co pan ma na myśli, mówiąc o znaku na drzwiach? –
– Proszę mi mówić "Bilbo". – odparł na to Hobbit, a następnie nawiązał do tematu. – A to nie opowiadał panu? – Hobbit z rozbawieniem przytoczył opowieść, jak to kilka lat temu, w najbardziej niespodziewanym momencie, Gandalf wkroczył do życia Bagginsa, tłumacząc mu, jak różne znaczenia ma wyrażenie "dzień dobry". Następnie zaś sprawił, że na kolacji w porządnej norze ziemnej, zjawiło się trzynaście krasnoludów. Gość ubawił się szczerze i dopytywał o kolejne szczegóły.
– O ile się nie mylę, – rzekł – to o tobie, Bilbo, wiele się mówi w okolicy. –
– Wiele osób nie uważa mojej przygody za godną pochwał. –
– A ja jestem jej bardzo ciekaw. – I Hobbit opowiedział nieznajomemu o tym, jak w jednej chwili podjął decyzję, że wyruszy w daleką podróż, po zaginiony skarb. Nie wiedział dlaczego, ale od razu zaufał temu tajemniczemu człowiekowi. Opowiadał mu o przygodzie z trollami i o tym, jak gobliny złapały ich w jaskini, w Górach Mglistych.
– I jak się wydostaliście?! –
– Oooo! To długa opowieść. – odrzekł Bilbo i natychmiast ją opowiedział. W pewnym momencie zaś, gdy opowiadał o Gollumie i jego skarbie, po krótkiej chwili wachania, wyjął z kieszeni niewielki pierścień i podał go mężczyźnie.
– Ach… więc to ten. – Człowiek wpatrzył się w skarb hobbita, a po chwili oddał mu go, nic nie tłumacząc. A Bilbo mówił dalej: o orłach i wilkach, o Beornie i o straszliwej Mrocznej Puszczy, o pająkach, elfach i o mieście pod Górą.
– A smok? Jak poradziliście sobie ze smokiem? To prawda, co mówią? Że to takie zmyślne i sprytne stworzenia. To musiało być straszne! –
– Oj tak, tak. To był najstraszniejszy moment mojego życia. – oznajmił Bilbo, a potem, zamyśliwszy się na chwilę, dodał: – Ale, teraz o wiele mniej się boję prawdziwego życia, niż przed podróżą. –
Kilka godzin spędził Bilbo na rozmowie z nieznajomym, który jakimś, sobie tylko znanym, sposobem skłonił go do opowiedzenia nie tylko o podróży, ale także o tym, jak wiele odwagi wymagała od niego ta przygoda. Hobbit, gdy mówił, sam dopiero zdawał sobie sprawę, jak bardzo zmienił się od tamtego zwyczajnego, kwietniowego poranka, gdy Gandalf powiedział mu "dzień dobry". Była już późna noc, gdy nieznajomy podniósł się i rzekł.
– Chyba już muszę iść. Jest późno, a jutro rano wyruszam dalej. Ale mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, drogi Bilbo. –
– Ja też mam taką nadzieję, ale myślałem, że pan u mnie zostanie i wyruszy dopiero następnego dnia. –
– Nie nie. Nie będę nadużywał już twojej gościnności. Bardzo mi pomogła ta wizyta. Odpocząłem, rozgrzałem się, wypiłem pyszną herbatę i zjadłem kolację. Teraz zaś udam się na spoczynek gdzieś indziej. – Bilbo więc, po raz drugi tego dnia, żegnał się z kimś, z kim mógłby jeszcze przegadać wiele godzin. Gdy miły gość już miał wychodzić, na pana Bagginsa spłynęło olśnienie.
– Pan… pan musi… mi wybaczyć. Nie wiem, jak można być tak… nieuprzejmym i roztargnionym! Przecież ja nawet nie zapytałem pana, jak pan się nazywa! –
– A ja się nie przedstawiłem. – odparł przybysz spokojnie. – Noszę kilka imion, w dodatku niektóre są trudne do zapamiętania. Nigdy nie podpisuję się w pełni. –
– Ale jakoś pan się musi przedstawiać! Muszę znać imię i nazwisko tak miłego gościa, abym mógł jakoś adresować listy, które będę chciał do niego wysyłać. – oznajmił hobbit.
– Ten argument do mnie przemawia. – roześmiał się mężczyzna. Następnie zapiął płaszcz, wziął swoją torbę podróżną i otworzył drzwi. Zanim jednak wyszedł, odwrócił się, po raz ostatni uśmiechnął do gospodarza nory, podał mu rękę i powiedział:
– Masz rację. W takim razie zapamiętaj tylko, że nazywam się John. John Tolkien. –

8 odpowiedzi na “dalsze losy bilba bagginsa”

Właśnie, nie było aż tak oczywiste. Mnie także się podoba, ale coś bardziej konstruktywnego napiszę może jutro, bo dziś już nie mam siły. 🙂
Pzdr

Opowiadanie bardzo ciekawe, zwłaszcza jakna to, że powstało w trzeciej gimnazjum. Ja bym chyba na taki
pomysł w tamtym wieku nie wpadł. Bardzo interesująca konwencja, że autor dzieła spotyka się z własnymi
bohaterami. No i fajnie moim zdaniem oddałaś naturę Bilba jako hobbita. Nie potrafię teraz za bardzo
tego określić, ale wydaje mi się, że udało Ci się odtworzyć jego osobowość tak, jak opisywał ją Tolkien.
Poza wszystkim, zakończenie naprawdę zaskakuje. Nie spodziewałem się, że nieznajomy okaże się Tolkienem.
Nie wiem, czy jak to pisałaś, to świadomie chciałaś wprowadzić czytelników w błąd, żeby potem zwiększyć
ich końcowe zaskoczenie, ale ja do ostatniej chwili myślałem, że tym nieznajomym jest Aragorn. Tak mi jakoś wszystko
pasowało, wielki przyjaciel Gandalfa, którego Bilbo nie znał na etapie Hobbita, noszący wiele imion.
Tak, czy inaczej, opowiadanie bardzo fajne.

Bardzo dziękuję, cieszę się zwłaszcza z tego, że oddałam naturę hobbita. Umyślnie chciałam, żeby nikt
się nie domyślił, że to autor, ale spokojnie, nie próbowałam go upodobnić do Aragorna z tego prostego
powodu, że ja nie mam pojęcia, kto to jest. :d Nie znam reszty serii niestety.

No to kiedyś możesz spróbować nadrobić. 🙂 Wbrew temu, co można sobie pomyśleć, oglądając film, warto.
🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

EltenLink

Shares