Kategorie
co u mnie

dwadzieścia po parzystej, czyli przygody różne

Witajcie!
Taka refleksja mnie naszła o blogach, tytułach, wszystkim. No to sobie trochę popiszę, co mi szkodzi. Szczególnie, że dziś jest taki dziwny dzień, że raczej nie bardzo chce mi się mówić, to chociaż tekstem przekażę.
Dzisiaj wraz z Beatą czytałyśmy bloga jednej pani i tak mi się jakoś przypomniało. Ludzie, jakie ja miałam kiedyś marzenie, żeby pisać, jak te wszystkie osoby, których blogi czytałam i się zachwycałam. Btw, kto czyta „Janina daily”? Nie czytacie? Nie ma przebacz! Musicie poczytać!
Po drugie, to ja uwielbiam pana Artura Andrusa, mam zamiar mu to kiedyś powiedzieć i z zamiłowaniem czytałam jego wpisy z bloga gromadzone w książkach, samego bloga z resztą też, puki istniał.
No więc w ogóle blogi uważam za przedsięwzięcie bardzo fajne i niech sobie wszyscy mówią, że wielu ludzi pisze, choć nie umie. Ja znam takich, co umieją. Oczywiście z eltena też, czyt. moozgish, pajper, monia01, elanor… słuchajcie, tu uwaga do czytelników z poza eltena. Wystarczy mój nick zastąpić w linku ich nickami i… tadaaaaa! Jest blog. Inny. :d

Witajcie!
Taka refleksja mnie naszła o blogach, tytułach, wszystkim. No to sobie trochę popiszę, co mi szkodzi. Szczególnie, że dziś jest taki dziwny dzień, że raczej nie bardzo chce mi się mówić, to chociaż tekstem przekażę.
Dzisiaj wraz z Beatą czytałyśmy bloga jednej pani i tak mi się jakoś przypomniało. Ludzie, jakie ja miałam kiedyś marzenie, żeby pisać, jak te wszystkie osoby, których blogi czytałam i się zachwycałam. Btw, kto czyta "Janina daily"? Nie czytacie? Nie ma przebacz! Musicie poczytać!
Po drugie, to ja uwielbiam pana Artura Andrusa, mam zamiar mu to kiedyś powiedzieć i z zamiłowaniem czytałam jego wpisy z bloga gromadzone w książkach, samego bloga z resztą też, puki istniał.
No więc w ogóle blogi uważam za przedsięwzięcie bardzo fajne i niech sobie wszyscy mówią, że wielu ludzi pisze, choć nie umie. Ja znam takich, co umieją. Oczywiście z eltena też, czyt. moozgish, pajper, monia01, elanor… słuchajcie, tu uwaga do czytelników z poza eltena. Wystarczy mój nick zastąpić w linku ich nickami i… tadaaaaa! Jest blog. Inny. :d

Przejdźmy do tych moich innych inspiracji i przygód. W piątek był trochę dziwny dzień. Najpierw byłam na dwóch lekcjach, no bo jak to tak, nie mogę opuścić fizyki, no nie? A potem pojechałam do Warszawy do ZUSu, ażeby przekonać ich, że tak! Ja dalej nie widzę! Nadal! Nieustająco i wciąż! I że mogą mi dać pieniądze. W każdym razie, do tematu.
Zaczęło się od fizyki, na której to pan dyktował treść zadań. Treść zadań na lekcjach fizyki jest o tyle wydażeniem ciekawym, że żeby pokazać niektóre zjawiska, trzeba używać środków drastycznych. I tak na przykład taki batman bez płaszcza, wyskakujący z najwyższego piętra pałacu kultury, jest elementem niezbędnym. Zrozumiecie więc na pewno, dlaczego podczas tamtej lekcji (nie tej w piątek, tej z batmanem), kiedy pan zaczął pracę domową od słów "chłopiec zainteresował się głęboką studnią…" wszyscy słuchali z uwagą, ciekawi, komu się coś stanie i kto przeżyje. W zeszłym tygodniu zaś skończyliśmy dział zajmujący się dynamiką, więc pan zaczął dyktować zadania powtórzeniowe. No i naszła mnie refleksja nr. 1. Jak interesująco bezsensowne są zadania tekstowe. No bo popatrzcie, to tak, jak z tym zadaniem z matmy. Pan Janek zauważył, że jego przychody i podatki można przedstawić w formie takiej i takiej, zauważa, że funkcja, że pochodna, że… ludzie! Pierwszy wniosek jest jaki? Że pan Jan jest matematykiem! Kto normalny to widzi?! Następna rzecz, u nas na fizyce: w wińdzie zawieszono na siłomierzu ciało o masie stu gramów. Siłomierz wskazał, że… zong! Error. Ding, ding, ding… pauza. Momencik. Widzicie to? Siłomierz w wińdzie. Ten samotny siłomierz pośród przestworzy, który jest tam niezbędny, aby przekazywać zniecierpliwionej ludzkości wiedzę o tym, ile waży coś… i jaki ma ciężar. I w którym kierunku jedzie winda. To by nawet mógł być jakiś tytuł czegoś. Siłomierz w wińdzie. Już nie mówiąc o tych zadaniach, w którym ktoś pozostawia paczkę w autobusie, co nic dobrego nie oznacza, jak z resztą wszyscy wiemy. Zadania o kroplach deszczu uderzających w szyby jadącego lub stojącego tramwaju… Człowiek widzi smutek, szarość, a może i romantyczność tej sceny… a matfiz zastanawia się, jaka jest prędkość wiatru, skoro jak tramwaj jedzie pod wiatr, to zacieki są pionowe, a jak stoi, to są pod kątem 30 stopni do pionu. Taaaa…
Zadania o armatach, które wystrzelają pociski. Gdyby ziemi nie było, to składowa prędkości pocisku prostopadła do poziomu byłaby równoważna składowej prędkości poruszania się armaty, tylko w drugą stronę, w sensie w dół, z tym, że, o zgrozo, niestety, ziemia jednak istnieje!
Dalej! Jak się już skończyła fizyka, czyt. pozdejmowałam już wszystkie ciała wiszące w windach, robotnicy przestali popychać wagony, a armaty wystrzelające pociski przestały się poruszać w jakimkolwiek kierunku… właśnie wtedy… rozpoczęłam podróż do Warszawy.
Byłam u pani okulistki, niezmiernie miła, nawet (o dziwo) mówiła do mnie, a nie mojej mamy, zapytała jakie mam plany i problemy, sporządziła notatki i odesłała nas do domu. Ponieważ w Warszawie jest kilka sklepów, które trzeba odwiedzić, oczywiście nie udałyśmy się na pociąg. Empik, tiger, nie można tego przegapić. Idąc w kierunku królestwa różnych dóbr materialnych, minęłyśmy z mamą kawiarnię, która nazywała się "kwadrans po nieparzystej". Czyli, że co? Tylko wtedy otwieramy drzwi? I jak tam wejdziesz, to możesz tam sobie siedzieć dwie godziny? Fajna akcja w sumie. Od razu wyobraziła mi sięjakaś książka kryminalna lub… może nawet obyczajowa. "za minutę pierwsza miłość", "godzina zero", "kwadrans po nieparzystej"… "c++ w 48 godzin"… yyyyyy… no może akurat nie to. W każdym razie, spoko to brzmi.
Swoją drogą posłuchajcie sobie monologu Stanisława Tyma "program telewizyjny". Najlepsze: kwadrat, kwadrant, chydrant… yyyy… nie całe dwadzieścia minut!".

Przejdźmy do dzisiaj.
Dzisiaj, to tak na koniec, jest poniedziałek. Też wam wspułczuję, w każdym razie. Czytałyśmy sobie tego bloga, OK, przy okazji uczyłyśmy się do kartkówki z niemca… mniej, ale też OK. Swoją drogą kartkówka z opisywania, jak ktośjest ubrany. Gadał ślepy o kolorach, w każdym razie… pani najpierw dała polecenie, żeby sobie poćwiczyć. Popatrzcie na siebie i zacznijcie się nawzajem opisywać. Co ciekawe, najpierw roześmiała sięBeata, potem ja.
– Maja, dajesz! Nooooo… ciśnij teraz. – Bardzo to jest, moja droga, zabawne, bardzo, no ale nic. Pani do nas podchodzi.
– Maju, widzę, że rozbawiło cię to polecenie. – Beata opisała mnie. OK. A potem: no to Maja… Imagine…
Jestem bardzo imaginative person, co udowodniłam w czwartek. Droga społeczności! Pytanie maturalne! Były obrazki, gadaliśmy o modzie, o wyglądzie, o ocenianiu po wyglądzie… i tak dobrze, że to angielski był, a nie niemiecki. No ale jak mi pan zadał pytanie: what is your idea of beauty? Najpierw wyraziłam w kilku treściwych słowach, co myślę o tym pytaniu, a potem, po chwili zastanowienia wybrnęłam tak na około, że aż sama byłam dumna.
Dzisiaj więc też w sumie mogłabym tak pokombinować, gdyby nie to, że to jest niemiecki. Taaaak, moi drodzy, to jużnie jest tak, że można lać wodę. Tutaj są garnitury w kropki, kolorowe skarpety, spodnie w paski i inne rzeczy. A drugie polecenie to pytanie, co założysz do teatru. Doskonale się składa, jutro właśnie idę do teatru! :p
A ostatnia śmieszna sytuacja z dziś polegała na tym, że w Żyrardowie jest ogólnie jakaś większa awaria i nie ma wody. Takie to ciekawe rzeczy się mogąwydażyć w naszym cudownym mieście. Uwielbiam poważne dialogi, które kończą się mniej poważnie. Taki dialog podobno nastąpił w szkole, w której pracuje moja mama. Jedna pani dzwoni do dobrych ludzi, zajmujących się tym, co by nam wody w wodociągach nie brakowało i pyta: przepraszam bardzo, proszę pana, czy wy tam nie macie jakiejś, może, awarii? Bo my tu wody nie mamy.
A pan tak chwilę pomyślał i odpowiedział wprost: a no mamy! Rura pierdyknęła na pięknej, nawet są jużfilmiki w internecie!
To się nazywa bezstresowe podejście do sprawy. xddd

Dobra, słuchajcie, na razie kończę wpis, bo to się nie może dobrze skończyć. Odbyłam ostatnio zbyt dużo rozmów nienormalnych.
Pozdrawiam was ja – Majka
PS Zaraz będzie o osiemnastce, no juuuż, zaraz! 🙂 Ale najpierw podsumowanie tego wpisu.

Gdy nudno ci trochę i może deszcz pada
i robi zacieki na szybach.
Gdy wszystko się jakoś znów gorzej układa.
Gdy zero wybiła godzina.
Gdy stwierdzisz, że chciałbyś się zapaść pod ziemię,
a ziemia jednak istnieje.
Przeczytaj ten wierszyk. Skąd wzięty? Ja nie wiem.
I śmiej się, jak ja się śmieję.

Być może kiedyś zdarzy się tobie,
że będziesz jechać tramwajem.
I nagle, znienacka ty zdasz sprawę sobie,
że tramwaj ten z wolna przystaje.
A kiedy o powód zapyta ktoś z tłoku.
Kierowca z niechęcią stęknie,
że para mu większość zasłania widoku,
bo rura pierdykła na Pięknej.

Ty wtedy się nie złość, mój drogi człowieku.
Patrz na świat z tym większą radością.
I dowiedz się, widząc na szybach zacieki
skąd wieje i z jaką prędkością.
Później zaś, gdy wreszcie wysiądziesz z tramwaju
pamiętaj, by zabrać swe paczki.
Bo ten, który był tu w poprzednim zadaniu,
bagażu jużzabrać nie raczył.

Być może miałzbiory zadań w tej paczce,
więc kumple z pomocą nie przyjdą.
Twój bagaż też ciężki? Weź! Tak czy inaczej.
Najwyżej wjedziesz z nim windą.
A jadąc windą na trzydzieste piętro
naszego pałacu kultury,
pamiętaj o płaszczu! Płaszcz jest rzeczą świętą!
Szczególnie, gdy spada sięz góry.

A gdy jużprzeczytasz ten wierszyk, wypada,
w ramach społecznego czynu,
komentarz napisać. Zajmie ci to kwadrans!
Niecałe dwadzieścia minut.

19 odpowiedzi na “dwadzieścia po parzystej, czyli przygody różne”

Hahahaha, Maju, mówiłem ci, że uwielbiam sposób, w jaki piszesz? 🙂
Ejjj, ale to z armatą niezłe. 😀

Wow, świetny wpis, rozłożył mnie na łopatki. 😀 😀 😀 Armata rządzi. Cplus plus 48 też. 😀

człooooowieku, wiem, że się powtarzam, ale za tego bloga będę cię uwielbiać po wsze czasy. Nie tylko
za bloga z resztą, ale to… inna historia. Ale tak, wpis iście świetny, nie jeden wpis z resztą a cały
blog. I tu sugestia do Dawida, mi, czlowiekowi który zagląda do eltena jak już na prawdę musi albo jak
mu się przypomni i nie tylko mi, wszystkim widzącym z resztą przydałby się sposób poza eltnem na dowiadywanie
się, co komu na blogach piszczy. Ja Proponuję twittera, ewentualnie rss, które potem do Twittera podpiąć
jest w miare łatwo. To by była serio spoko funkcja.

Wierszyk jest cudowny, przezabawny i śliczny. Grunt to poczucie humoru. 🙂 😀 Również kocham Twojego
bloga. Aż się trochę uśmiechnęłam, mimo że siedzę sama w akademiku.

Kocham Twojego bloga i Twój sposób pisania. iii Ciebie, jako blogerke i autorke wielu ciekawych wpisów!.

Maju, patrz tutaj, właśnie wypisano hymn pochwalny na twą cześć. 😀
Biedni ludzie, którzy dają się zwodzić pozorom. 😀 Oczywiście żartuję. 🙂

Maja ma ananasy i banany!
Czy oskarżona przyznaję się do popełnienia zarzucanego jej czynu?

Co ciekawe, mój chyba też. Po czasie uznaję, że nawet wtedy coś pisać umiałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shares