Kategorie
co u mnie

a oto nowy wpis, bo już było zbyt nudno

Dawno mnie tu nie było, co? Nie pisałam wam ani o tym, co Emila dostała na urodziny, ani o tym, że byłam w Warszawie na święta wielkiej nocy, ani o tym, że we wtorek, czyli w dzień, zwany przeze mnie i Klaudię trzecim dniem świąt, odwiedził mnie Kamil. A no, nie pisałam, bo nie pisałam o niczym w zasadzie.
No i prawda, EMila miała dziewiąte urodziny, co już zdążyłam ogłosić całemu światu poprzez tego bloga. Prawdą jest też to, że w niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do wujka i cioci, była tam też babcia z dziadkiem, wszyscy z Warszawy, no i siedzieliśmy sobie tam większość dnia. To jest w ogóle ciekawe doświadczenie, być w domu wujka i cioci, bo tam jest Elwis. Ich pies. Ich pies Elwis jest bardzo młodym i bardzo dużym labladorem, który ludzi lubi bardzo, jeszcze bardziej lubi się z nimi bawić, co ludzi może wprawić i wprawia w niejaki popłoch. Nie ma się co dziwić, jak ci takie 35, czy ile tam, kilo, skacze na kolana. On na prawdę, jak poda łapkę… łapę, to masz ślad przez następne trzy dni, już nie mówiąc o tym, że jak się jest mojego wzrostu i niższym, trzeba dokonać niebywałych sztuk, aby się po prostu z nim razem nie wywalić. To, że Elwis, przepychając się obok mnie, przestawia mnie wraz z kszesłem, na którym siedzę, jest już całkowicie normalne i w pewnym stopniu zrozumiałe. Pierwsza zasada, nie zwracać uwagi! Ludzie, serio, on się położy, tylko nie okazujcie zainteresowania! :d

Dalej, o czym jeszcze nie mówiłam? A, tak, przyjechał Kamil. Kamil przyjechał we wtorek i było to o tyle dziwne, że dowiedziałam się o tym zamiarze w poniedziałek wieczorem. No bo jak oboje nic nie robimy, no nie…? No i już robiliśmy. Przegadaliśmy pięćset tematów, jak zwykle, wysłuchaliśmy jednego odcinka „cabin pressure”, cudownego brytyjskiego słuchowiska, a także odwiedziliśmy ZUzię, aby z nią przerobić nie tylko ważne kwestie szkół, studiów i wspulnych znajomych, ale też: „dlaczego na jednym telefonie da się napisać braillem znak zapytania, a na innym nie”. Kochani, przecież to są kwestie życia i śmierci! :d

Dawno mnie tu nie było, co? Nie pisałam wam ani o tym, co Emila dostała na urodziny, ani o tym, że byłam w Warszawie na święta wielkiej nocy, ani o tym, że we wtorek, czyli w dzień, zwany przeze mnie i Klaudię trzecim dniem świąt, odwiedził mnie Kamil. A no, nie pisałam, bo nie pisałam o niczym w zasadzie.
No i prawda, EMila miała dziewiąte urodziny, co już zdążyłam ogłosić całemu światu poprzez tego bloga. Prawdą jest też to, że w niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do wujka i cioci, była tam też babcia z dziadkiem, wszyscy z Warszawy, no i siedzieliśmy sobie tam większość dnia. To jest w ogóle ciekawe doświadczenie, być w domu wujka i cioci, bo tam jest Elwis. Ich pies. Ich pies Elwis jest bardzo młodym i bardzo dużym labladorem, który ludzi lubi bardzo, jeszcze bardziej lubi się z nimi bawić, co ludzi może wprawić i wprawia w niejaki popłoch. Nie ma się co dziwić, jak ci takie 35, czy ile tam, kilo, skacze na kolana. On na prawdę, jak poda łapkę… łapę, to masz ślad przez następne trzy dni, już nie mówiąc o tym, że jak się jest mojego wzrostu i niższym, trzeba dokonać niebywałych sztuk, aby się po prostu z nim razem nie wywalić. To, że Elwis, przepychając się obok mnie, przestawia mnie wraz z kszesłem, na którym siedzę, jest już całkowicie normalne i w pewnym stopniu zrozumiałe. Pierwsza zasada, nie zwracać uwagi! Ludzie, serio, on się położy, tylko nie okazujcie zainteresowania! :d

Dalej, o czym jeszcze nie mówiłam? A, tak, przyjechał Kamil. Kamil przyjechał we wtorek i było to o tyle dziwne, że dowiedziałam się o tym zamiarze w poniedziałek wieczorem. No bo jak oboje nic nie robimy, no nie…? No i już robiliśmy. Przegadaliśmy pięćset tematów, jak zwykle, wysłuchaliśmy jednego odcinka "cabin pressure", cudownego brytyjskiego słuchowiska, a także odwiedziliśmy ZUzię, aby z nią przerobić nie tylko ważne kwestie szkół, studiów i wspulnych znajomych, ale też: "dlaczego na jednym telefonie da się napisać braillem znak zapytania, a na innym nie". Kochani, przecież to są kwestie życia i śmierci! :d

Od środy teoretycznie zaczęła się szkoła. Mówię, teoretycznie, i nie cofnę, ponieważ ja do tej szkoły nachodziłam się wybitnie, zaharowałam się i umęczyłam… przez dwa dni. A dlaczego? Już wyjaśniam.

Tak gdzieś koło świąt wielkanocnych zaczęłam sobie kaszleć. Nie no, sorki, trochę wcześniej, sami słyszeliście mój cudowny głosik. Kto nie słyszał, odsyłam do wpisu z Emilką.
https://elten-net.eu/blogs.php?post=13003

No i potem, to już raczej się skończyło moje nagłe zainteresowanie blogiem. Powoli też zaczęło się kończyć zainteresowanie czymkolwiek, ponieważ zaczęłam się czuć nieco gorzej, niż tylko chrypka. Kiedy człowiek kaszle dzień, oznacza to, że zdarł sobie gardło. Jeśli kaszle trzy dni, oznacza, że się podziębił. Jeśli kaszle tydzień i ni cholery nie wie, dlaczego, oznacza, że… no właśnie, tego nie wiedziałam, więc w czwartek po świętach poszłam do lekarza. Pani doktor powiedziała, że prawdopodobnie dlatego, że mam zapalenie oskrzeli i odesłała mnie do domu z antybiotykiem. No i tak sobie przebywałam w jego cudownym towarzystwie do zeszłego czwartku, a po każdym wzięciu lekarstwa czułam się gorzej, niż przed. Mój nastrój wtedy jest, no… nie za dobry.
Trzy etapy czucia się źle:
Etap 1. O rany, jużby się mogło coś zadziać, nudno jakoś, chcę wyjść!
Etap 2. Mamo, cośjest chyba nie tak.
Etap 3., zwykle poantybiotykowy: Przejechał mnie czołg, a ja nie wiem, za co i dlaczego.

Interesujące i w sumie uspokajające było to, że przez ten cały wolny tydzień starałam się, gdy tylko nie leżałam pod tym czołgiem, zająć się czymś fajnym. Wiedząc, że będę siedzieć w domu na pewno i że ogólnie nie chce mi się ruszać, równocześnie umawiałam się z (na eltenie) ELanor, że się z nią spotkam w środę. I, co do mnie niepodobne, mimo samopoczucia we wtorek, które nic dobrego nie wróżyło, ani mi się śniło spotkanie odwoływać. Poza tym wybrałam się na ten, sławny już, zespół nauczycielski w szkole, no bo jak mówią o mnie, to niech chociaż mówią do mnie.
Oprócz tego zajmowałam się tak inteligentnymi zajęciami, jak granie w gry, za co podziękowania należą się Denisowi, który zachęca mnie do tego dość skutecznie. Poprzez niego również spotkałam na teamtalku kilku przemiłych realizatorów, którzy zgodzili się, biedni ludzie, pokazać mi trochę funkcji garagebanda. A, jak wiadomo, na macu melodie same się tworzą!
Poza tym stworzyliśmy z Mikim koncepcję naszej "listy książek koniecznie przeczytanych", która wyląduje na dropboxie i będzie sobie tam wisieć i przypominać sumieniu, że jeszcze tyle lektur nieruszonych. Na razie moją książką "must read" jest "Pan Tadeusz". Wiem, Pani profesor, pamiętam!

Cóż ja tam jeszcze robiłam? No co, przejechałam się do tych Lasek w zeszłą środę, aby zobaczyć, czy Elanor jest tą, za którą się podaje. I wiecie co? Nawet była. :d Okazało się, że jeszcze nie zapomniałam nie tylko, jak prowadzić niewidomego, ale też, gdzie w "domu przyjaciół" są schody~!
Wyjaśnienie: Dom Przyjaciół Niewidomych, to pełna nazwa tego przybytku. O tym, prawdę mówiąc, nie pamiętałam. No i jest to taki ważny w ośrodku w Laskach budynek, gdzie odbywają się różne konferencje i spotkania, biuro szkolne tam jest, gabinety dyrektorstwa i, jak się okazało, pokoje gościnne! Najważniejsza rzecz, czajnik. Przybywam z zapewnieniem, czajnik też mają! Przegadałyśmy z Weroniką wszystko, co nam się przypomniało, od szkoły i pracy, poprzez wspulnych znajomych i wspomnienia z nimi, ażdo przeżyć z naszymi papugami. Łącznie z cudownymi filmikami, na których jedna papuga surowo zwraca drugiej uwagę: nie wolno gryźć!
W ogóle filmiki z papugami, to jest jakaś magia, serio. Wrzucę kilka linków, to sobie zobaczycie.

Ponieważ rzeczą, której nie porzucam nigdy, nawet w razie choroby, jest muzyka, pragnę donieść, że Timbaland robi fajne beaty. Ja wiem, że komercja, ja wiem, że niektóre są takie, że ja mam wrażenie, że oni grają kapciem na pustym pudle, ale… no mają to coś. Niektóre przynajmniej. I teraz uwaga dla kogoś, kto ma pojęcie o graniu na perkusji, albo przynajmniej, na czym takie granie może polegać. Pierwsza piosenka z płyty "shock value". Jakie tam są trudne akcenty na hihacie! Nie brzmią na takie, ale weź to, człowieku, zagraj!

A propos zagraj, mam kilka propozycji, czego cover bym chciała zrobić, jestem w trakcie zbierania się do tego.

Aaaa, no i najważniejsze, to tak na podsumowanie wpisu! Zapomniałam kompletnie, a miało być na początku! Ostatnio jeden z moich przyjaciół po raz kolejny powtórzył, że przeżyć złych nie powinno się układać w kolejności ważności, wartościować czy w ogóle próbować określać, kto tak na prawdę ma gorzej. I może i nie zgodzę się z tym zawsze, ale słowom tym słuszności odmówić nie można. No bo proszę was, czy my możemy zawsze z ręką na sercu powiedzieć, że umiemy określić kto ma gorzej? A może ten z lepszą sytuacją jest bardziej wrażliwy? I co wtedy?
Z tego powodu chciałam wszystkim tym, którym ostatnio ciężko i źle, mało tego, już ich to trochę wkurza, przybliżyć pewną piosenkę. Wielu moich czytelników pewnie nie słucha akurat tego gatunku, ale jak mi się ten tekst czasami pomaga wyładować! 🙂
Mi jest już lepiej, a było bardzo ciężko. Wcale nie przez chorobę. Życzę, żeby wam teżbyło i przesyłam tę dedykację.
Cała góra Barwinków, piosenka pt. szmerc. Linku nie ma, bo to nowa rzecz, ale kto ma inne źródło niż youtube, zapraszam do zerknięcia.
Pozdrawiam ja – Majka
PS Już niebawem następny wpis!

9 odpowiedzi na “a oto nowy wpis, bo już było zbyt nudno”

Oooo, cieszę się, że się lepiej czułaś i ze wszystkiego.
Coś jeszcze pisać miałem, ale zapomniałem.
I tyle z konstruktywnego komentarza, więcej nie wymyślę o pierwszej w nocy. 😀

Z tym graniem było by o tyle dobrze, jak by tn automatyczny system wywalania spamerskich kąt nie uwzględniał z jakiegoś powodu właśnie Ciebie. Nawet chyba byłem przy tym, jak to jedno teoretycznie spamerskie konto się usunęło. Szkoda, że w chatowym logu nie podaje konkretnych nicków. Natomiast co do jabłkowego sprzętu powinnaś jeszcze sobie uświadomić z największą możliwą skutecznością, że macbooki są kuloodporne! 😉

Maju, spieszę z wyjaśnieniem. Ta Elanor, którą poznałaś, to była okrutnie zmęczona i zniechęcona do wszystkiego wersja Elanor. Nienajlepsza do poznawania. Mogłaś więc odnieść wrażenie, że to nie ta sama osoba, która tu na Eltenie różne durne teksty wrzuca.
A tak poza tym, lubię duże psy. No dobrze, stukilogramowy dog niemiecki już mnie odrobinę przerażał, bo też próbował mi się władować na kolana. Pomysł z kategorii raczej średnich, ale biedak usiłował go zrealizować. Chyba miał nadzieję, że zostaniemy pokazani w programie „Śmierć na tysiąc sposobów”.
A tak już całkiem serio, jak zwykle bardzo fajny wpis.

Maju, cieszę się, że czujesz się lepiej. A Całą Górę Barwinków ogarnę z przyjemnością, bo w X-Factorze to całkiem fajny zespół był. 😀

No cuż, nic nowego chyba nie powiem, ale fajnie, że już się lepiej czujesz. A, no i masz apsolutną rację, że wszystko zależy od psychiki człowieka. Jeden może nie mieć źle, ale dla niego to będzie coś strasznego, a dla kogoś inego takie problemy będą niczym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

EltenLink

Shares