Kategorie
wspomnienia i dłuższe opisy

audiowpis z siostrą, kręcony na wakacjach i obrabiany dłużej, niżtrzeba

Kategorie
co u mnie wspomnienia i dłuższe opisy

Oto blogowy jubileusz!

Witajcie!

Piszę, bo mamy okazję. Mało tego, zaistniała tu przecudowna z naukowego punktu widzenia sytuacja, kiedy to piszę, bo mamy okazję, a mamy okazję, bo piszę. 🙂 Czyż to nie piękne? 😉
W czerwcu 2017 roku kilku moich znajomych wpadło na taki genialny pomysł, że: hej! A może byśzaczęła pisać bloga? Kiedyś już pisałaś… I w ogóle… No i zaczęłam pisać. I dziś! Dokładnie dziś! Wrzucam na tego bloga dwusetny wpis! 🙂
Przez te trzy lata zdążyłam umieścić tu kilka recenzji, trochę linków do ulubionych piosenek, z 5 drumcoverów, z których nie jestem do końca zadowolona, trochę mojej twórczości, (która, by być precyzyjnym, w moim przypadku zwykle łamie przynajmniej 2 prawa autorskie), a najwięcej umieściłam tu postów o wszystkim. Postów takich, jak ten, w których w swój własny sposób opisywałam to, co mnie spotyka i co sobie w danej chwili pomyślałam, w nadziei, że kogoś to interesuje. Co ciekawe, parę takich osób się znalazło. 😉
Jedni uważają, że poważny człowiek powinien zajmować się wieloma potrzebnymi rzeczami zamiast pisaniem bloga. Inni natomiast piszą mi, że poprawił im się nastrój, ponieważ wrzuciłam wpis.
Jedni mówią, że moje wpisy przekłamująrzeczywistość i wykrzywiają jej obraz, inni natomiast dają mi do zrozumienia, że: "moje oderwanie od rzeczywistości jest całkiem urocze". Co do pierwszego, pewnie racja, ale chyba taki urok wielu blogów, co do drugiego, długo się zastanawiałam, czy to komplement, ale zdecydowałam się na: <3

Z okazji tego dwusetnego wpisu wróciłam sobie do wpisu pierwszego, do którego ciekawych zapraszam.

powitanie


Postanowiłam sprawdzić, co się od tego czasu zmieniło, a co pozostało takie samo.
Zmieniło się miejsce i podejście do nauki; uczę się chętniej, ale dalej. Moje podejście do muzyki, dźwięku i grania na instrumentach pozostaje z kolei niezmienne. Można je podsumować sławnym zdaniem: i chciałabym, i boję się. 😉
Siedzę sobie i mam czas, więc postanowiłam sobie pomyśleć o tym, co się zmieniło i wydarzyło tak generalnie. I wiecie, straszliwie dużo!
Byłam w klasie matematycznofizycznej. I przeżyłam, by o tym opowiedzieć. Mało tego, maturę też już mam za sobą. Przez te lata nauczyłam się wielu rzeczy. Nauczyłam się, jak dostrzegać drobne szczegóły (to na lekcjach), oraz jak je ignorować (to na przerwach). Nauczyłam się, jak używać kilku skomplikowanych wzorów, z czego połowę zdążyłam już zapomnieć. Dość znacznie poprawiłam swój angielski, co parę miesięcy temu potwierdził Cambridge. … A potem poszłam do następnej szkoły i podczas ostatniego sprawdzianu z audio cyfrowego uznałam, że nie ma co się obawiać egzaminu zawodowego, prawdziwy problem mam TERAZ! 😉 No i oczywiście, dowiedziałam się, po co jest na świecie kawa.
Kolejną zmianą jest to, że poznałam kilka nowych osób. To ciekawe, że kiedy poznajemy kogoś lub coś nowego, to po kilku miesiącach już nie pamiętamy, jak to było ich nie znać. Jak świat mógł istnieć bez tych informacji? O czym ja myślałam przed? Nie mam pojęcia.
Oczywiście, nowe znajomości nie są pozbawione ciekawych zwrotów akcji, które najpewniej mają mnie czegoś nauczyć. Znaczy nie zrozumcie mnie źle, ja tych ludzi naprawdę bardzo kocham, to, że się wcześniej nie znaliśmy jest niedopatrzeniem w planach wszechświata, a życie jest perspektywą piękną, bo mam w perspektywie te osoby zobaczyć. Co oczywiście nie zmienia faktu, że nie zliczę, ile razy wypowiedziałam zdania:
"My to spotkanie planowałyśmy dwa tygodnie!"
Albo: "Czy mógłbyś mówić do mnie językiem ludzi normalnych?"
Czasami również: "Nie, nie chcę iść do sklepu!"
Lub też: "Na miłość boską, wyślij mi to, co miałaś mi wysłać 2 miesiące temu!"
No i oczywiście, nasze ulubione: "Zgubiłam się, można jaśniej?"
Ale słuchaaajcie, bez tego byłoby nudno! 😉

W poszukiwaniu inspiracji do dalszej części tego wpisu zaczęłam czytać własnego bloga. Nie polecam. Ale tak serio, naprawdę nie. Znaczy wam polecam czytać mojego, sobie nie polecam. Jak ja sobie zdam sprawę, ile błędów robiłam, o czym pisałam, kto i kiedy to czytał… I weź żyj, człowieku, z tą świadomością dalej! :d Nie słuchałam tego, co udostępniałam muzycznie, ale może to i lepiej… Postaram się wrzucić coś nowego na dniach. Na pewno szykuje się nowy audio wpis z moją siostrą, robiony na wakacjach. Możecie go dostać nawet dziś, bo w sumie skończyłam. Poza tym, planuję pograć na bębnach, więc i nagrać może się uda. Wymyślę co i nagram. Recenzje też się pewnie jakieś będą zdarzać, choć przyznam, że wolałabym się wreszcie wziąć za oddzielną stronę temu poświęconą. Nie chcę jednak nic obiecywać, bo kto mnie zna, albo nawet nie, kto czyta tego bloga też, wie doskonale, że ja jestem może i słowna w życiu, ale na blogu na pewno nie. Jeśli kiedykolwiek uda mi się cokolwiek osiągnąć w muzyce, będzie to pięknym dowodem na to, że ludzie leniwi jednak mają na to jakąś szansę. Niewielką, ale zawsze.

Chciałabym teraz przejśćdo końcówki wpisu i niewielkiej prośby. Nie wszyscy komentują wpisy. Ja to doskonale rozumiem, bo ja też nie komentuję często. Wiem, że nie wszystkie wpisy się do komentowania nadają, no bo co tu mówić? Napisałaś, fajnie, no i tyle. Ale dziś chciałabym zobaczyć, kto to czyta. Ja mogę zobaczyć, kto ten blog śledzi na eltenie, mogę otrzymać like na facebooku, oczywiście mogę też zostać pokonana w dyskusji własnymi słowami pochodzącymi z własnego bloga, kiedy się nawet nie spodziewam, że ktośto czyta… Mogę. Ale, cytując "killera", dzisiaj zrobimy co? WYJĄTEK! Jeśli ktoś może i chce, to napiszcie mi, że czytacie. W komentarzach lub gdziekolwiek ińdziej. Dajcie znać, że blog OK, że czasami jest co poczytać i że jesteśmy wszyscy gotowi na kolejne niezmiernie ciekawe 200 wpisów. 😉

Czekając na wenę twórczą i wasze cudowne odpowiedzi pisałam
ja – Majka

Kategorie
co u mnie muzyka

kilka słów o koncertach

Witajcie!

Moi drodzy, nie wiem, czy ja tu już to podkreślałam, ale wiecie, muzyka jest dla mnie ważna. Nawet bardzo. Generalnie dla mnie muzyka ma charakter, swoje właściwości, przemawia do mnie… albo nie… Poznaję autorów tekstów przez ich słowa, a kiedy słucham muzyki jakiegoś producenta, zdaje mi się, że jego również mogę w pewnym stopniu poznać. 😉
Kolejne zjawisko nadprzyrodzone, to jest muzyka live. Każda muzyka na żywo dla mnie brzmi jeszcze lepiej, nawet, jak czegoś nie słucham, na żywo zobaczę chętniej, a kiedy czegoś słucham, to już tym bardziej iść muszę koniecznie. I to niezależnie, czy to 9 osobowa grupa, czy zespół niewielki, z czterech osób złożony, czy one-man-band Ed Sheeran, a kończąc na samych producentach. Po koncertach poluję na autografy audio, przed koncertami lubię słuchać prób dźwięku, co pozostawia sam koncert jako ostatni, acz niezbędny, element tej układanki. W ten sposób nie ma momentów nieciekawych, wszystkie są potrzebne i warte zapamiętania.

A o czym tak naprawdę jest ten wpis? Trochę o tym, że branża stoi w miejscu i że wielu muzyków, a jeszcze więcej nagłośnieniowców w sumie nie ma skąd brać pieniędzy, już o satysfakcji nie wspomnę. Dlatego jeszcze bardziej cieszą takie wydarzenia, jak w sobotę, w ostródzkim amfiteatrze.

Oczywiście Ostróda Reggae Festival nie odbył się w tym roku. Od dziewięciu lat jest on nieodłącznym elementem moich wakacji, a w tym roku miało się to zmienić. Do naszych domków w Kątnie przyjechaliśmy mimo to, bo brak koncertów wcale nie odbiera uroku domkom po środku niczego i świętemu spokojowi na Mazurach. Okazało się jednak, że wcale nie będziemy w tym roku całkowicie pozbawieni koncertów. Odbyło się odreggaowanie, czyli, w ramach odreagowania pandemii i całej tej stresującej sytuacji, kilka koncertów pod patronatem miasta, oczywiście z zachowaniem wszystkich zalecanych środków ostrożności.
Powiem od razu, że po uczestnictwie w takim wydarzeniu każdy obecny na widowni przyszły realizator dźwięku powinien iść do spowiedzi jeszcze przed egzaminem zawodowym. I to broń Boże nie dlatego, żeby to było źle zrealizowane! Powód jest prostrzy, to serio NIE JEST zdrowe dla słuchu. A jeszcze w, pełnym odbić, amfiteatrze… W każdym razie to był jeden z niewielu koncertów, podczas których to ja powiedziałam, że muszę się cofnąć, bo za głośno. ZNaleźliśmy sobie świetne miejsce, koło stołu realizatora. I serio, zgadzało się, tam było najlepiej. 😉

Uffffff, naładowałam baterię. Niskie częstotliwości są wyczuwalne pod butami i biją zamiast serca, za to resztę obserwujemy już normalnie, uszami. Mam nadzieję, że jednak nie obserwowałam ze zbyt bliskiej odległości. 🙂 Jeśli chodzi o zespoły, które znam, Vavamuffin wyda płytę, być może nawet jeszcze w tym roku, a Tabu, to nadal tak dobry poziom, jak zapamiętałam. 🙂 Rzadko widzę tak dobrze przygotowany, wyliczony w czasie set, w którym tak dużo piosenek przechodzi z jednej w drugą, wszystko się zgadza… Wrócę sobie do nich, to na pewno. Choć cytatem wieczoru pozostanie tekst jednego z wokalistów pierwszego występującego tam zespołu, który powiedział piękne słowa: słuchajcie, mamy przygotowany jeden bis, ale ze względu na czas zagramy go BEZ schodzenia, dobra? :d Także tak… fajnie było. Zimno, ale fajnie.

I tu przechodzę do morału. Uczucie do festiwali muzycznych jest uczuciem dziwnym, niezrozumiałym i raczej takim z tych pięknych, co się o nich książki pisze, na dobre i złe. Poszliśmy na koncerty, które były zorganizowane w amfiteatrze, zamiast festiwalu. Maski, odległości, ograniczenia, no ale jednak koncerty. I po koncertach festiwalowych człowieka bolą nogi, plecy, jest człowiek głodny, uszy mu piszczą i jest cholernie zimno o tej porze. I co? No i musieli zorganizować zastępcze koncerty, bo by raz festiwalu nie było. 🙂 Jest kilka miejsc na świecie, w których przynajmniej raz w roku muszę się pojawić, a ten festiwal, już nie wspominając o jakimkolwiek koncercie, jest jednym z nich. 🙂

Pozdrawiam was ja – Majka

PS Powiedzcie, czym dla was jest muzyka, bo ja o tym większą serię wpisów zrobię.

Kategorie
co u mnie muzyka

taki test, czy z wpisami audio wszystko OK, czyli moje 10 minut gadania tak o

Kategorie
co u mnie

Wpis ze zwykłą codziennością, z tym, że trudniejszy do napisania

Hej hej!
Wracam, by coś napisać, z dwóch głównych powodów. Po pierwsze dlatego, że dawno nic nie pisałam. Drugi powód jest bardziej przyziemny, mam nową klawiaturę bluetooth, muszę poćwiczyć pisanie na niej. Jest przystosowana bardziej do maców, więc nie bardzo mogę np. normalnie wejść do menu, chyba, że wcisnę f10. Polskie znaki natomiast piszę, jak najbardziej, tylko, że klawisz do tego przeznaczony jest dalej, niż zwykle. Mało brakuje, żebym wciskała go małym palcem, zamiast kciukiem. Mimo tych niewielkich niedogodności klawiatura jest super, łączy się szybko, jakość wykonania też całkiem niezła, niedroga była również? same plusy. 🙂
Co poza tym? Nadal mamy koronawirus, wszyscy siedzą w domu, prócz tych, co nie siedzą? Tak przy sposobności, nie wiem, jak dużo z was teraz pracuje zdalnie, lecz chciałam tu wyrazić jedno moje zdanie. Wielu myślało, że takie biuro domowe, to sama wygoda jest, cały czas przecież jesteśmy wtedy we własnym mieszkaniu! Mało kto natomiast pamiętał, że jeśli cały czas jesteśmy w domu, to również, jak twierdzi przemienność niektórych matematycznych działań, cały czas jesteśmy w pracy. Mam nadzieję, że potem pracownicy nie będą mieli problemów z powrotami do biur, bo to naprawdę nie wpływa dobrze na psychikę. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Co do tego, jak sama spędzam lockdownowy czas, to zauważyłam, że ciężko mi pracować dwa dni pod rząd. Jednego dnia robię zadania lub powtarzam do testu teoretycznego, następnego natomiast nic mi się nie chce, w skutek czego czytam lub włączam jakieś filmiki. Nadal lubię Huanga, nie przeszło mi. Jak mi smutno, to patrzę na jego kanał lub słucham "cabin pressure" z BBC, też dobrze działa. Biografię Chmielewskiej skończyłam już wcześniej. :p
Czas na segment pt. "co tam w Krakowie"? No cóż? Nawet tam na chwilę niedawno wpadłam, żeby zabrać pozostawione rzeczy. Kto przypuszczał, że już tam nie wrócimy przed wakacjami? Jednak ja nie chciałam mówić, jak przebyłam pół Polski, żeby zabrać dwa kubeczki, nóż, talerzyk, poduszkę, koc czy też dwie wyjściowe bluzki, tylko czego się nauczyłam. Dostałam więc zadanie, żeby powycinać drobne sample z nagrania zrobionego w naszym studiu, wycięte fragmenty zaś wykorzystać do tworzenia wymyślonego przeze mnie rytmu. Coś tam zrobiłam, całkiem to nawet fajnie wyszło, ja jestem zadowolona. Poza tym dostajemy tzw. zadania muzyczne, chroń mnie panie Boże, czyli mamy zrobić z dostarczonych fragmentów kawałek taki, jak we wzorcu. Pierwszy był w miarę prosty. Musiałam to kiedyś powiedzieć na głos, bo, jak widzę, zostało to potraktowane, jak wyzwanie. Wzorzec, który dostałam teraz, do tej pory daje mi dużo do myślenia. Trochę nie bardzo wiedziałam z początku, jak go liczyć, co dopiero zrobić. Żeby nie było wątpliwości, jest bardzo ładny! 😉
Tak poza tym, to zdałam potężny sprawdzian z teorii, po którym kwalifikacja w zawodzie chyba nie jest mi już tak straszna, na zajęciach z języka streszczałam filmiki Huanga, natomiast prace z BHP? muszę sprawdzić, czy zrobiłam. :d
Strasznie mnie ten wpis męczy, zaraz wyjaśnię dlaczego.
Najpierw jednak tradycyjne części mojego wpisu. Muzyka. Teraz słucham zespołu Voila, nic nowego raczej nie wnoszą, lecz brytyjska wymowa, poza tym dużo gitar, więc mnie starczy, jako tło do pracy zwłaszcza. Co ciekawe zespół ze Stanów. 😉 Poza tym, niedawno wyszła płyta Benjamina, ta z dawna czekana. Powiem wam, że wykonawcy serio mogli by wrócić do koncepcji płyt z przed paru lat, gdzie jednak piosenek na krążku było nieco więcej, niż singli. Singli się wydawało 3, na płycie piosenek było 13. Było na co czekać! Była jakaś tajemnica, jakiś suspens, cokolwiek! Teraz? Teraz singli jest z 6, piosenek 10. Nie mówię, że wszyscy porzucili koncepcję płyt jako całości, wcale nie wszyscy. Jednak z mody to wychodzi, co nie jest zbyt wesołą perspektywą. Czekam teraz na nową muzykę Jasona Mraza, Jason płyt całościowych nie porzucił, nowa wychodzi za tydzień.
Teraz książki, słuchowiska lub seriale. Wreszcie skończyłam tego "cheruba", powtarzanego dla rekreacji. Następną lekturę w tym pięknym języku trzeba teraz znaleźć dla rekreacji, może "zwiadowców"? Poza tym, jak mówiłam, "cabin pressure", słuchowisko BBC. Poza tym Chmielewska podczytywana kawałkami, z seriali natomiast zbieram się, zbieram, trzeba się będzie w końcu wziąć do "empire".
Dobra, słuchajcie, kończę ten wpis, bo, jak już mówiłam, męczy mnie potężnie. Dlaczego? Dlatego, że dostałam niedawno wyzwanie, żeby napisać wpis, w którym żadne słowo nie zacznie się samogłoską. Jeśli ktoś jakąś znajdzie, chętnie przyjmę kolejne wyzwanie blogowe szczęśliwego znalazcy. Tytuł serialu się nie liczy, bo na to nie mam wpływu. 😉
Pozdrawiam, dając słowo, (żeby nie napisać samogłoski), że następny wpis będzie ciekawszy!
ja ? Majka

Kategorie
co u mnie

Powrót po przerwie, blogowej i mojej, czyli parę nowych odkryć i parę nowych pytań

Moi drodzy!

Co mam powiedzieć, nowy blog, nowa ja! 😉 A raczej nowa jakość bloga, bo jak strona na wordpressie, to i widok będzie można nowy ustawić, i udostępniać w społecznościowych mediach, i newslettera dostać, mnóstwo rzeczy można! Mam nadzieję, że się opłaci. 🙂 Na razie mój blog zna się na pisaniu bloga dużo lepiej ode mnie, ale będę się uczyć i postaram się w najbliższych tygodniach doprowadzić tę stronę do porządku. Teraz więc możemy przejść do pierwszego wpisu, umieszczanego już w nowej formie blogów, po pewnej przerwie. 🙂

Wypadałoby zacząć od tego, że dziś jest jedenasty maja. I dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że ta data coś dla mnie oznacza. Dokładnie rok temu, dzień po pierwszym tygodniu matur, wybrałam się na dzień otwarty do mojej obecnej szkoły w Krakowie. I tak naprawdę to wtedy się dowiedziałam, gdzie pójdę od września. Potem wypisywałam sobie listy za i przeciw, zastanawiałam się i pytałam ludzi, ale pierwsze słowo jużzostało powiedziane i cośczułam, że już zbytnio nie ma wyboru. Bałam się niemożliwe, nie chciałam i ogólnie byłam w stanie protestu i zaprzeczenia. Pocieszające pytanie: czy żałuję tej decyzji? A w życiu! 🙂
Konkurs, moi drodzy. Poniżej cytat pasujący do mojego stanu umysłu przed wrześniem. Kto mi pierwszy napisze z czego on jest?
"Tego wieczoru jeden okres mojego życia dobiegał końca. Nowy miał się rozpocząć jutro – czyż podobna drzemać w przerwie? Musiałam czuwać gorączkowo, podczas gdy dokonywała się
zmiana."
Koniec cytatu.

Jak już jesteśmy przy zmianach, pogląd mojej siostry na moją szkołę został ostatnio zmieniony w sposób radykalny.
– Emila, nie mogę sobie kupić edukacyjnej wersji, to nie ma sensu! – Mówiłam do Emili i zaraz uściśliłam. – Musiałabym się trochę dłużej uczyć, musiałabym być na studiach! – Moja siostra, która do tej pory leżała w łóżku, bo był już późny wieczór, siadła nagle i spojrzała na mnie. Ja siedziałam na podłodze.
– Ale ty przecież chodzisz na studia. – Zdziwiła się.
– Ja? Nie no, Emila, ja? Ja nie chodzę! –
– Yyyyyyyy… Maja…? – Powiedziała moja siostra powoli, słusznie sądząc, że do wariatów powinno się podchodzić ze spokojem. – Ja jednak mam wrażenie, że chodzisz. –
Niedawno w jakimś serialu przewinął nam się motyw dziewczyny, która powiedziała matce, żę chodzi do szkoły, a zamiast tego jeździła z ciotką po świecie, zwiedzała i robiła zakupy, więc Emila od razu dodała. – Maja, jak ty nie chodzisz, to ja to muszę mamie powiedzieć! –
– Że jeżdżę po świecie? –
– Tak, po świecie! – Teraz już i Emila się śmiała. – Z ciociąBożenką! –
Nie mam pojęcia, czemu i gdzie miałabym jeździć z moją chrzestną, zwłaszcza pamiętając o tym, że ona jest nauczycielką. Jeśli ja rzucę szkołę, tragedii nie będzie, ale jeśli ona ją rzuci, zdziwienie mogłoby być znacznie większe. Z trudem udało mi się wyjaśnić Emili, czym się różni szkoła policealna od studiów, przy okazji też pojawił się trudny temat: Maja, a dlaczego, w takim razie, ty nie chodzisz na studia, skoro to jest wyższy poziom?
Ha! I co? I weź odpowiedz, człowieku, w jednym zdaniu. Generalnie, to mnie ostatnio coraz bardziej bawi podejście ludzi do studiowania. Jedni w jedną skrajną opinię, że musisz studiować, bo jak nie, to niedouczony. Inni w drugą stronę, że jak ktośjuż na studia poszedł, to z góry patrzył będzie i normalnie nie pogadasz. A już w ogóle najwięcej jest ludzi, którzy swoje podejście uzależniają, mam wrażenie, od sytuacji. Jak do kogoś mają dobre usposobienie i generalnie są po czyjejś stronie, to nieeee, studia nie ważne, bylebyś robił, to co lubisz. Ale jak się komuś, nie daj Boże, coś w życiu nie uda, to jest, żę: aaaa, na studia by poszedł, nauczył by się czegoś, cośby robił! Rany, to jest SZKOŁA, a tyle kontrowersji wzbudza. Zostawmy ją w świętym spokoju i wróćmy do rzeczywistości, bo zaniedbamy.

Co do mojej rzeczywistości, dokonałam ostatnio odkrycia. A raczej zostałam w pewnym względzie uświadomiona. Wiedzieli państwo, jakie możliwości ma mobilna aplikacja garageband? Ja wiedziałam, żę garageband jest programem umożliwiającym tworzenie muzyki. W pewnym zakresie. Może nawet czasami większym, niż nam się zdaje. Ale nie wiedziałam, że jest tak dostępnym programem na telefony! I jakie te Iphony jednak mikrofony mają! Ostatnio przeczytałam u jakiegoś mojego ulubionego songwritera na twitterze, że wrzucił na youtube demo, zrobione na telefonie. Moja pierwsza myśl? Mhm, no tak, jak się ma jakieś profesjonalne aplikacje / sprzęty… W życiu! Nic nie musiał mieć!
Jeden przemiły człowiek z jednej z muzycznych grup na facebooku uczynił mi jedną lekcję online, zaraz się umówiliśmy, że jeszcze mi parę zrobi, bo ja jakoś jestem pozbawiona intuicji, jeśli chodzi o mobilne aplikacje. Ale i tak już dużo więcej rozumiem. 🙂 Ja nie mówię, żeby na tym nagrywać płyty, ale naprawdę można się pobawić i coś robić! Poza tym, takie lekcje mają jeszcze jeden plus – poćwiczę trochę angielski. Na pewno będzie to przydatne, bo o ile słów mi zwykle nie brakuje, o tyle, jak słyszę moją gramatykę w mowie, samej mi się chce śmiać.

Cóż jeszcze się u mnie działo… Mnóstwo pomysłów mam. A to ten nowy wygląd bloga trzeba ogarnąć, a to zapisywanie wspomnień z pobytu w Laskach mi przyszło do głowy, a to jakaś nowa muzyka… Swoją drogą, już jestem coraz bliżej skończenia jakiegoś projektu. Do tego jeszcze dochodzi projekt jednej strony, która, mam nadzieję, ruszy niebawem, a także nagrywanie filmików w ramach szkoły muzycznej. Przy okazji, dwa pytania do czytelników. Po pierwsze, czy chcecie, abym nadal, tak, jak poprzednio, wrzucała tu to, co gram na bębnach i wysyłam? Nie umiem przewidzieć, co to będzie i czy będzie z tygodnia na tydzień, ale jeśli chcecie słuchać, niezważając na różnorodność stylu i poziomu, to mogę wrzucać. Drugie pytanie jest do ludzi, którzy jednak w jakimś stopniu posiadają to przydatne narzędzie, jakim jest wzrok. Co by trzeba ustawić w wyglądzie bloga, żeby był on bardziej przejżysty i wygodny w użytku? Czy może tak, jak jest teraz, jest już samo w sobie nieźle?
Mówiąc o "nieźle". Po ostatnim wpisie na tym blogu i po tym, co piszę tu teraz, można by przypuszczać, że od tamtego czasu, to już w ogóle było super, łatwo, mnóstwo pomysłów, tylko kreatywny i prosty czas. Nie chciałabym tu przekłamywać rzeczywistości, więc uściślijmy. Tamten, wcale wesoły, wpis był 26 kwietnia. Zgodnie z moim przewidywaniem, jeden dzień niezmiernie lekki i przyjemny wiosny nie czynił i przez następny tydzień dni były różne. Bywałam zmęczona, zniechęcona, ciągle śpiąca i w ogóle co tam jeszcze można sobie wymyślić. Ale dostałam parę dobrych rad, trochę odpoczęłam, dostałam książki, które mnie przeprowadziły przez wszystkie emocje po kolei i zaczęłam wracać do siebie. Od kilku dni rzeczywiście, mam więcej siły na myślenie o projektach, realizację tychże, a także ogólnie mogę powiedzieć, że jestem raczej szczęśliwa.

Czego i wam życzę
ja – Majka

PS Chyba zacznę pić kawę. Rzadko pije, a dopiero po jej wypiciu dzisiaj dałam radę się skoncentrować na pracy. A koncentracja jest niezbędna przy nauczaniu mojej siostry angielskiego, geografii i paru innych rzeczy. Nigdy nie będę nauczycielką. 😉

Kategorie
co u mnie

Są i lepsze dni, tak tylko przypominam

To jest jednak święta prawda, że człowiek docenia to, czego mu przez pewien czas zabraknie. Ja na przykład, dzisiaj w nocy, spałam. Spałam bez koszmarów, bez budzenia się co 40 minut, na 40 minut. I to jest dopiero sukces!
Przyznam się, że od tygodnia miałam ciężkie życie, a zwłaszcza właśnie wieczorami. Znacie to uczucie, kiedy wszystko napawa człowieka niesprecyzowanym niepokojem? Jakaś taka wielka odpowiedzialność za świat cały, mój Boże, cokolwiek ktoś powie głośniej, to na pewno na mnie krzyczy, wszystko moja wina, a jak nie moja, to nie do ogarnięcia, zmartwienie o siebie, o innych, o wszystko poza tym, i dlaczego do cholery nie mogę zasnąć?! Przy okazji postanowiłam się oduzależnić od… o rany, od czego by tu zacząć…? To powiedzmy ogólnie, od internetu, i sobie przyciszyłam powiadomienia na pewien czas. Jeszcze sobie do tego dołożymy, że fizycznie też się nie czułam najlepiej i mamy komplet. W takim stanie umysłu, to nawet zdenerwowanie bohaterów w książkach mi się udzielało. Łapiecie to? Niby co ja miałam czytać! :d
Na taki stan może pomóc kilka rzeczy. Sen… a nie, przepraszam, sen w tym przypadku ciężko. No to: pogadanie z kimś, najlepiej o pierdołach, zajęcie się czymś, wymagającym koncentracji, jakiś drobny sukces, wyjście z domu… a nie, to też jakoś nie bardzo… W każdym razie trzeba szukać rozwiązań. No i oczywiście czas. Czas w pewnym momencie pomaga.

Pomyślałam sobie, że, jak już mam taki sukces, że dziś nie dość, że sobie spokojnie spałam, spokojnie jadłam śniadanie, to jeszcze w dodatku nie jestem niczym zdenerwowana, to aż wam o tym napiszę! Główne powody są dwa. Pierwszy jest taki, że może, jak ktoś ma, w związku z obecną sytuacją, podobną handrę ostatnio, to być może pomoże mu wiedza, że to w pewnym momencie może przejść. Drugi powód jest nieco prostrzy, jak mnie jutro znowu walnie, to sama sobie będę mogła to poczytać. 😉

Oprócz siedzenia i nie robienia nic konstruktywnego, udało mi się też zrobić w zeszłym tygodniu coś więcej. Odrobiłam lekcje… Jezu, kiedy ja wreszcie zacznę robić coś poza tym?! Ale, odrobiłam lekcję, nawet dostałam dobrą ocenę… Sylwia, trzeba to uczcić! Nagrałam nagranie na fortepian i na perkusję. Swoją drogą, granie utworów na fortepian na jakiej tylko barwie się chce, zdawanie lekcji perkusji na podstawie drum coverów, a takżę osobiste konsultacje z montażu. Takie rzeczy tylko w nauczaniu online! :d Trzeba szukać plusów, no nie?

Jak już jesteśmy przy poszukiwaniach, poszukuję spokojnych książek. Ja wiem, ja zwykle fantastyka, scifi, kryminały się zdarzały… a teraz potrzebuję obyczajówek, biografii, nie wiem, co tam jeszcze wynajdziecie, w każdym razie coś takiego, coby mi się zdenerwowanie bohaterów NIE udzielało. 🙂 Co was uspokaja w tych dniach?

Muzyka też jest nie zła, ciekawe jest to, że teraz jest sporo tych wszystkich livestreamów, każdy nadaje koncerty z salonu i te różne inne, aż miło czasem zerknąć na tych naszych artystów w naturalnym środowisku. Także ja idę oglądać jakiś live, a wam życzę spokoju i zdrowia. Przy okazji dziękuję tym wszystkim osobom, które mnie zawsze wysłuchują, jak mam problem i cierpliwie tłumaczą, żę się nie ma czym martwić. Albo tak długo próbują mnie rozśmieszyć, że zapominam, o czym myślałam wcześniej, to też czasem działa. 😉

Pisałam ja – Majka

Kategorie
co u mnie

Co zostało z planów? Czyli ja w czasach nauczania online i innych ciekawostek.

Grać to niby potrafię, ale co z tym pisaniem? Maja, pisz częściej! OK, spróbujmy.

Hej hej, witajcie!
Wyjdę z konwencji tych listów, bo listy wysyłałam ze szkoły. A kiedy ja ostatnio byłam w szkole? Ludzie! Oficjalnie ogłaszam, że dożyliśmy czasów, w którym mnie, mnie powtarzam! Chce się wrócić do szkoły. Wręcz chciałabym. Tęsknię za wychodzeniem z domu, tęsknię za transportem publicznym, za dworcem i gorącą herbatą po przyjeździe pociągu, automatem do kawy, wyprawami po zakupy… Ja! Za zakupami tęsknię! Co się dzieje? Tęsknię za zajęciami. Za znajomymi i wyprawami do Warszawy tęsknię. Tęsknię za szkołą muzyczną. Gdyby mi ktoś powiedział 5 lat temu, żę będę tęsknić za szkołą muzyczną, w życiu bym nie uwierzyła! Za tym, że zawsze mogłam zejść i pograć. Za tym, żę praktycznie zawsze mogłam wyjść i coś załatwić. Za możliwością posłuchania czegoś na studyjnych głośnikach. Za tym, że jak chciałam coś wiedzieć, wystarczyło się oderwać od roboty. Za…

Zmierzam do tego, że kontakt z ludźmi jest jeszcze ważniejszy, niż myślałam, może wreszcie za nim zatęsknię. Choć, jeśli chodzi o duże grupy, myślę, że zadziała to w przeciwnym kierunku, już teraz widzę, że jak wokół mnie jest więcej, niż3 osoby, mam takie dziwne wrażenie, że jednak jest za głośno. No i właśnie, jak już przy tym jesteśmy, można by powiedzieć, że ja nigdy nie byłam z tych nadmiernie wychodzących. Nie lubiłam chodzić po sklepach, nie lubiłam niczego zwiedzać, nawet na spacery wychodziłam dość rzadko. Teoretycznie więc nie powinno mi to tak bardzo robić różnicy, no nie? Problem jest w tym, że ja z kolei lubię czasami byćsama. Jak jestem sama, mogę na przykład coś ponagrywać, poćwiczyć na instrumentach i tak dalej. Czyli jedyne, na czym się jakoś tam znam. A tu co? Nie da rady, bo nie tylko ja nie mogę wyjść. Inni też nie mogą. 🙂
Podsumowując, stanowczo jestem za tym, aby wszystko wróciło do normy. Wszystkim tego życzę. Początek wpisu taki, ale miejmy to z głowy.

OK, teraz mogę się zająć streszczeniem tego, co się ostatnio u mnie działo, jak jużwiadomo, co bym chciała i czego mi brak.

Po pierwsze, wcale nie nadrobiłam zaległości lekturowych. Serio, nic nie czytam. Znaczy dobra, kłamię, czytam tego "cheruba" po angielsku, już kończę. Ale nowego nic. Jak skończę, to może się wreszcie za coś wezmę, ile można powtarzać to, co się już zna?

Inaczej jest z muzyką, tu trochę do przodu poszłam. Po raz pierwszy w życiu mogę z ręką na sercu powiedzieć, tak, próbuję coś tworzyć. I to nie, że sobie coś w głowie wymyślam, tylko autentycznie, nagrywam to, edytuję midi, klnę na edycję midi, nagrywam jeszcze raz… W każdym razie naprawdę coś się dzieje. Może jeszcze nie do pokazywania, ale… Przynajmniej mam kogo pytać o rady, jak coś nie wychodzi. W końcu nie na darmo chodzę do szkoły, w której muzyką zajmuje się dość sporo osób. 🙂 No i mam motywację. Koleżanka nie umie na niczym grać, a ja nie bardzo lubię pisać opowiadania. Ona wymyśla motywy muzyczne, a ja podobno umiem coś z nimi zrobić, natomiast ja wymyślam historyjki, a ona musi sobie z nimi radzić. Wymiana handlowa to mądry sposób na pozyskiwanie dóbr. A, no i teksty też mi się zdarza zapisywać. I znów, jak cośdokończę…
Andrew Huang, ten mój ulubiony youtuber… no dobra, jeden z ulubionych, zrobił kiedyśfilmik o tym, jak robić piosenki, a nie tylko pętle. Ja jestem na razie na etapie pętli, czy też, w przypadku tekstów, np. samych refrenów. Ale uczę się. 🙂

Oprócz interesowania się tworzeniem muzyki ,ja jej jeszcze słucham, co, swoją drogą, mi dużo lepiej wychodzi. W ramach ciekawostki, Alec Benjamin napisał piosenkę inspirowaną całym tym zamknięciem w domu. Nazywa się "six feet apart", co na nasze można by przełożyć mniej więcej jako "dwa metry od siebie". Ma swój urok ta piosenka, zwłaszcza, że wedłóg mnie jest bardzo uniwersalna. Niby jest o kwarantannie, ale czy nikt z nas nie tęsknił za kimś najbardziej wtedy, kiedy miał do niego najbliżej, a nic nie mógł z tym zrobić?

Cała płyta wyjdzie 29 maja.
W czerwcu wychodzi nowa płyta Jasona Mraza! To świetnie, bo bardzo go lubię, muzycznie, tekstowo, w ogóle.
Gorzej za to z lipcem. W lipcu miał być nasz festiwal reggae w Ostródzie. I co? No i nie wiadomo, ale nie oszukujmy się, będzie ciężko. Żałujemy wszyscy, bo przez 7 lat można się już nieźle przyzwyczaić do tego stałego elementu lata. Poza tym, gdzie ja ińdziej tych wszystkich ludzi zobaczę? Cztery bardzo ważne dni w roku trzeba przełożyć na kiedy ińdziej, to nie jest takie proste. W ogóle z wyjazdami ciężko. Nawet w sierpniu nie wiadomo, gdzie i czy pojedziemy.

Tak przy okazji, ostatnio opowiadałam komuś, jak było miło w zeszłym roku, nad morzem, w Świnoujściu. Mimo, że niby turystyczne miasto, że dużo ludzi, a na słońcu spaliłam się tak, że mnie cały człowiek bolał. I ciekawa jestem, kiedy znowu pojedziemy. Koniec dygresji, wracamy do wpisu.

Muzyka była, książki były, to może teraz angielski? Dziś przyszły wyniki z FCE! Trzema punktami załapałam się na najwyższą ocenę. To w sumie dośćnieźle podsumowuje moje życie, uczę się mniej, niż powinnam, ale, jak się postaram, to się prześlizgnę. Cieszę się, nie tylko z tej oceny, ale także z tego, że wreszcie nie muszę się nad tym zastanawiać.
Drugą stronę medalu stanowią dwie rzeczy. Brytyjskie przedstawienie teatralne, jakie pokazał mi Kamil, i pewna bajka, którą pokazała mi Weronika. Niby dwie zupełnie inne rzeczy, a jednak coś je łączy. Mianowicie… nie rozumiałam nic! No dobra, może nie "nic", ale naprawdę niewiele. Przy bajce musiałam się wspomagać dubbingiem, żeby wiedzieć, o co chodzi, a nie dlatego, że byłam ciekawa, jak sobie dał radę tłumacz. I jeśli chodzi o filmy dla młodszych, to dawno nie miałam takiej sytuacji. Mniej mnie dziwi ten brytyjski teatr, bo tam to już naprawdę się postarali, żeby był bardzo angielski angielski. Rozumiałam tylko jednego aktora. Bo go znałam wcześniej i słyszałam dużo razy. 😉 Także, jest co ćwiczyć, gdzie to rozumienie brytyjczyków?
No dobra, przepraszam, rozumiem ich w serialu, który oglądam. Ale tam też nie zawsze! Jak to łatwo się odzwyczaić, jak się wcześniej oglądało dwie, dość długie, produkcje amerykańskie.

OK, podstawowe elementy omówione, to teraz czas na odkrycia.
Odkrycie 1. Chyba potrafiłabym się nauczyć rozróżniać niektóre ptaki po ich śpiewie. Mam dwójkę znajomych, którzy umieją to bardzo dobrze, wiedzą o tych ptakach chyba wszystko. Do niedawna myślałam, że po prostu mają świra. Nic nie zwykłego wśród moich znajomych. Ale ostatnio, jak zaczęłam na to zwracać uwagę i o to pytać, to nagle się okazało, że: a, to jest to! O, a tam jest jeszcze co innego! I złapałam się na tym, że poznaję, pytam, ciekawię się…
Odkrycie nr 2.
Messenger nagrywa serce! A raczej nie tyle messenger, ile mój Iphone z takimi ustawieniami, jak wymaga na nim wiadomość audio na messengerze. Zaciekawienie tym nagrywaniem serca zostało mi zaproponowane już trochę temu, ale nie myślałam, że uda mi się to złapać telefonem. 🙂 Swoją drogą ciekawe doświadczenie, tak posłuchać serca. Spróbujcie sobie kiedyś.
A może by tak użyć takiego dźwięku w jakiejś muzyce? To by oznaczało, że się naprawde wkłada serce w swoje produkcje, no nie? 😉 <3

Jak ja na własnym blogu piszę, żeby słuchać serca i wkładać serce w swe dzieło, znaczy to, że należy kończyć wpis.
Plany na najbliższe dni:
1. Zrobić zadania do szkoły!
2. Zacząć czytać książki!
3. Wyspać się!
Ja w ogóle ostatnio nie śpię, wiecie? I niby się próbuje kłaść, ale co z tego, jak mi potem się nie udaje zasnąć? To chyba przez uzależnienie. Trzeba zacząć wyłączać telefon. 😉
A jakie wy macie plany?

Pozdrawiam ja – Majka

Kategorie
muzyka

niektórzy lubią, więc tu próbka gry na cajonie

Kategorie
muzyka

alec benjamin – boy in a bubble – nieplanowany drumcover